Waluty
Hodowla kotów - pasja czy dobry biznes 0
Hodowla- pasja czy intratny biznes

Świat hodowców kotów to dziwny twór, który obserwuje już od 6 lat. I wiecie co zaskakuje mnie on coraz bardziej. Zawsze uważałam, że jak ktoś zakłada hodowlę to robi to z miłości do zwierząt z uwielbienia danej rasy z chęci jej rozwoju i  czerpania radości jaką jest mieszkanie ze zwierzętami. Niestety im dłużej jestem w „biznesie”, bo tak po części grono hodowców postrzega prowadzenie hodowli,  tym bardziej mi się odechciewa być w tym „zacnym” gronie hodowlanym. Wcześniej sądziłam, że krytykowane przeze mnie zachowania hodowców to moje niepotrzebne „nakręcanie się”, że to może ja coś wyolbrzymiam, że wcale tak nie jest, że kociak staje się tylko towarem do sprzedania  za który, ów hodowcy muszą opłacić rachunki… Utwierdziłam się w swoim wcześniejszym przekonaniu po domowej wizycie naszego lekarza weterynarii (jak ja dziękuje niebiosom, że udało mi się go znaleźć 😊). Moja koleżanka Joanna wie o czym pisze 😉. Tak, tak bo wyobraźcie sobie, że znalezienie fachowca w temacie leczenia zwierząt, który odpowiada na twoje problemy/ zapytania bez zająknięcia jest prawie, że nie realne (przynajmniej dla mnie było do momentu poznania dr P. 😊 Ale wracając do sedna tematu… Wizyta domowa, badanie, po badaniu siadamy przy kawce na luźną rozmowę, pogaduchy o życiu a raczej  zwierzętach, no bo o czym innym może rozmawiać hodowca z lekarzem weterynarii 😊 i doktor opowiada historie z wizyt w innych hodowlach. Włos się jeży, kręcę głową z niedowierzaniem. Ostatecznie rozmówca utwierdza mnie w tym o czym wiedziałam już wcześniej czyli hodowla hodowlą ale kasa w portfelu musi się zgadzać.

Kolejna sytuacja, która budzi we mnie nazwijmy to dziwne odczucia….

Jestem na wystawie tym razem nie z kotami, bo usłyszałam o panującym wirusie i o chorych kotach wracających z wystaw, wole dmuchać na zimne. Pojechałam jako wystawca ale nie kotów tylko drapaków. I tak sobie siedzę i obserwuje sytuację. Naprzeciwko mojego stoiska jest hodowca ze swoimi kotami. Fajne te koty,  takie kędzierzawe baranki z nich, naprawdę urocze. Około godziny 15stej, wpada tłum (wiadomo niedziela po obiedzie, ludzie idą zobaczyć koty rasowe): dzieci, dorośli, starsi. Pani hodowczyni ów kędzierzawych baranków widzi szanse na sprzedaż towaru…Co robi? wyciąga kociaki z klatki, wpycha ludziom do rąk, zachodzi drogę dzieciom zniżając się do  poziomu ich wzroku i podtyka pod nos koteczki. Wszyscy uradowani wraz z  panią hodowczynią bo marketing działa. A ja patrzę na te biedne koty, które są wyciągane z klatki, wkładane z powrotem, tarmoszone na prawo i lewo przez obce ręce i łzy mi do oczu napływają. Ale  przecież nie mogę się popłakać,  jestem w pracy.   Nie mogę pójść do pani hodowczyni i zwrócić jej uwagę bo to nie moja sprawa. Poza tym zwrócenie uwagi nawet tej konstruktywnej w stosunku do innego hodowcy jest nie do przyjęcia… bo przecież ty się nie znasz, bo ja wiem najlepiej…

Sfrustrowana całą tą sytuacją dzwonie do męża, żeby mu się wygadać i wyżalić. On do mnie „ wiem rozumiem, też się z taki traktowaniem zwierząt nie zgadzam, dlatego nie jeżdżę z Tobą na wystawy bo bym nie uniósł. Jedyne co możesz zrobić to nie patrzeć w tę stronę i się nie nakręcać bo i tak nie zmienisz praw panujących w  świecie hodowców kotów gdzie hodowla jest środkiem do zarabiana pieniędzy”.

Wcześniej wiele razy się zastanawiałam jak to jest, że ludzie „żyją” tylko z hodowania zwierząt (piszę o zwierzętach domowych nie o trzodzie chlewnej). Teraz już nie mam wątpliwości jak to robią. Formuła jest prosta hodowla=biznes, w myśl zasady tanio kupie drogo sprzedam.

*Karma- ta najtańsza, albo trochę droższa bo nazwa dobrze rozreklamowana i  przystępując do hodowlanego programu lojalnościowego sprzedają ją za połowę ceny. Ale nikt się nie zastanowi  jakie wartości ma ta karma czy jest dobrze zbilansowana czy zawarte w niej białko jest białkiem zwierzęcym czy może są to przemielone pióra kaczki.

*Kotka w ciągłej rui, urodziła maluchy 3 miesiące temu ale to nic nie zmieniło, ona cały czas ma ochotę na amory. No to co trzeba kuć żelazo póki gorące, przecież nie będziemy kotki blokować (zablokowanie- wyciszenie u  kotki rui. Dobry, sprawdzony sposób a przede wszystkim bezpiecznym to koszt 500 pln). Dla biznesmena ta opcja nie wchodzi w grę nie dość, że musiałby wybulić kasę to jeszcze „zamraża”  towar na rok  przynajmniej.

*Warunki panujące w hodowlach. Mogę tylko wnioskować jakie są bo sama po nich nie jeżdżę. Przyjeżdżają do mnie Państwo na wizytę, żeby się poznać, porozmawiać, zobaczyć kociaki, zrobić wywiad. Oczywiście kociaki już po szczepieniach w wieku 3 miesięcy. Otwieram Państwu drzwi wpuszczam ich do środka na co syn  Państwa mówi „ale u Pani nie śmierdzi kotami”, mama szybko wyjaśniła , że syn ma bardzo wyczulony węch. Słuchajcie zbladłam… nie wiedziałam co mam powiedzieć. W trakcie rozmowy okazało się, że jestem czwartą hodowlą  którą w ostatnich tygodniach odwiedzili. Wnioski wyciągnięte.

*Taka podstawa jak odrobaczanie kotów w hodowli. U Państwa, którzy byli zaskoczeni, że u mnie nie śmierdzi, zamieszkał kociak z mojej hodowli. Pomimo, że wydaje kociaki do nowych domów z weterynaryjnym zaświadczeniem o stanie zdrowia to zalecam, żeby każdy pojechał do swojego lekarza weterynarii, żeby nie było później jakichkolwiek niedomówień. Państwo jadą na zalecaną przeze mnie wizytę kontrolną. Lekarz pomimo widniejącej w książeczce informacji o odrobaczeniu zaleca badanie na robale. Dostaję telefon od nowych właścicieli, że lekarz sugeruje badanie kału pod kątem robali bo w jego karierze zawodowej nie zdarzyło się tak, żeby kociak wychodzący z hodowli był „czysty”.  Wynik z badań:  kot czysty jak łza. Wniosek wyciągnięty.

Jestem na kolejnej wystawie z drapakami oczywiście. Podchodzi do mnie pani hodowczyni ogląda drapaki, posłania, łóżeczka etc. Pytam czy mogę jakoś pomóc na co słyszę odpowiedź „Zastanawiam się jak to jest, że w niektórych hodowlach jest tak czysto i pachnąco no i że te zdjęcia takie ładne”. Później rozmowa się rozwinęła i to co usłyszałam wywołało u mnie ciary.  Pani opowiada, że wcześniej to ona kociaków nie kastrowała do czasu, aż ktoś nielegalnie rozmnożył jej kota i dlatego zaczęła je kastrować. Mówi, że jej córka jest na 3 roku studiów weterynaryjnych i w sumie mogłaby taki zabieg wykonać w domu, bo to by zaoszczędziło sporo czasu i pieniędzy ale ona jest jeszcze studentką i nie może przynieść do domu tych leków do usypiania…Wniosek wyciągnięty. Cena Czyni Cuda

Kolejna przygoda wystawowa tym razem dotyczy ilości kotów w hodowli. Słuchajcie 60 kotów, tak 60 pod jednym dachem. Stawiam pytanie czy to aby na pewno hodowla czy raczej chów. Mając taką ilość kotów nie jesteś w stanie każdemu z nich zapewnić odpowiedniej dawki uwagi nawet tej podstawowej tj. czy kot zjadł i ile zjadł, jaką kupę zrobił (bo kupa wiele mówi hodowcy o stanie zdrowotnym kota 😊), nie wspominać o codziennej dawce ludzkiej czułości i odrobinie uwagi a o socjalizacji kociąt już nie wspomnę… No nie da się przy takiej ilości kotów.  

Dobra mogłabym mnożyć przykłady hodowców- biznesmenów ale nie będę Was już dłużej straszyła… A jednak w tym szalonym świecie hodowców są i prawdziwi pasjonaci, miłośnicy zwierząt, którzy nade wszystko stawiają dobro swoich kotów na pierwszym miejscu. Z mojego doświadczenia jest ich niewielu  ale jednak są (znam ich kilku).  Tacy hodowcy zazwyczaj ostro pracują na etatach czy prowadzą własne działalności, żeby płacić rachunki i rozpieszczać swoje koty. Wychodzę z założenia, że hodowla to hobby, pasja, miłość, zaangażowanie i żeby się w niej spełniać musisz mieć pieniądze bo jak każde hobby, hodowla (ta etyczna) kosztuje i to sporo. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że prowadzenie etycznej hodowli umówmy się takiej na tip top to ogromny wydatek i jak po sprzedaniu kociąt wychodzi na zero to jest to świetny wynik.

Nasunęła mi się na myśl jeszcze jedna sytuacja, której byłam świadkiem pt. „ hodowla to intratny biznes.”

6:30 rano  podchodzę do basenowej recepcji (bo lubię sobie z rana popływać) i słyszę rozmowę dwóch młodych kobiet:

- wiesz chyba kupie sobie kota.

-Taak? O super a jakiego?

- Takiego łysego bo one drogie są i założę sobie hodowlę. Z tego jest super kasa. Słuchaj mam 5  kociaków w miocie, jednego sprzedaje po 2500- 3000 minimum. Kotka ma kociaczki 3 razy do roku i jestem zarobiona…

Kurtyna w dół… Idę „rozpływać” to co właśnie usłyszałam…

Mam cichą nadzieję, że dziewczynie nie udało się kupić kotki.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl