Waluty
Pożegnanie 0
Pożegnanie

Na pytanie jak długo żyją nasze ukochane zwierzaki, odpowiedź jest tylko jedna.

Zdecydowanie za krótko.

Czy jest jakiś sposób, żeby przygotować się na odejście naszego pupila? Jaką decyzję podjąć: uśpić czy pozwolić odejść naturalnie?

Idealnie, choć to niezbyt adekwatne słowo w tym przypadku, byłoby gdyby nasze ukochane zwierzęta umierały nie cierpiąc i najlepiej we śnie.

Niestety z mojego doświadczenia rzadko tak bywa.

Najczęściej śmierć naszego ukochanego psa czy kota poprzedzona jest leczeniem.

Sądzę, że większość z Was nawet po usłyszeniu najstraszniejszej diagnozy nie zgodziłaby się na uśpienie zwierzaka nie próbując utrzymać go przy życiu jak najdłużej. Jest to zrozumiałe ale czy za wszelka cenę?

Na moim  osiedlu mieszka Pan, którego od dwóch lat (bo tak długo tu mieszkam) widuję na spacerach ze swoim Labradorem.  Zauważyłam ,że Labrador już dwa lata temu nie był w najlepszej kondycji tzn. miał ogromne problemy z poruszaniem się, siusiał na stojąco bo nie był w stanie podnieść łapy a na spacerach zawsze miał zwieszoną głowę.

Bardzo przykry widok.

Z czasem pies miał coraz większe trudności z poruszaniem się. Dodatkowo stracił wzrok (zaćma) a na skórze pojawiły się czerwone wykwity.

Właściciel Labradora tak bardzo go kochał, że postanowił mu kupić kamizelkę z uchwytami w miejscu gdzie znajduje się grzbiet zwierzęcia. Teraz pies nie chodzi tylko o własnych siłach ale jest wspomagany  przez swojego Pana.  

Pewnego dnia, widząc psa w coraz gorszym stanie zadałam sobie pytanie czy ten człowiek, który z pewnością kocha swojego czworonoga czyni te wszystkie rzeczy dla komfortu swojego czy psa?  Gdzie jest  granica, której w moim odczuciu nie powinniśmy przekraczać?

Czy pozwalając cierpiącemu z bólu zwierzęciu żyć w ogromnym dyskomforcie przez kolejne dni, tygodnie a może miesiące nie jest egoizmem?

Zdaję sobie sprawę, że do podjęcia decyzji o uśpieniu ukochanego zwierzęcia trzeba mieć odwagę.

Ja takiej odwagi nie miałam.

Naszego Azorka,  psa który dożył z nami prawie 19stu lat w ostatnią podróż zabrała moja mama choć podejścia były dwa.

Wszyscy już wiedzieliśmy, że jego czas zbliża się ku końcowi ale nikt nie był na tyle odważny, żeby przeprowadzić go za Tęczowy Most.

To mama zapakowała półprzytomnego psa do samochodu i pojechała.

Wszyscy z nosami przyklejonymi w szybie i mokrymi policzkami czekaliśmy na jej powrót.

Przyjechała.

Ale nie była sama.

Przywiozła  oddychającego Azorka z powrotem.

Trzymając psa na rękach, popatrzała na nas i powiedziała: „Nie mogłam tego zrobić…”

Niestety,  jeszcze tego samego dnia pod wieczór znowu musiała się wybrać z Azorkiem do weterynarza ale tym razem była to jego ostatnia podróż.

Owszem moglibyśmy pozwolić mu odejść naturalnie, bez naszej pomocy ale te ostatnie godziny a może dni byłby dla niego torturą.

Pamiętajmy, że nasze ukochane zwierzęta żyją krócej niż my i w którymś momencie będziemy musieli podjąć tę trudną decyzję. 

Absolutnie nie zachęcam do tego, żeby po zdiagnozowaniu ciężkiej, niewyleczalnej choroby zwierzę natychmiast usypiać.

Jeśli jesteśmy w stanie zapewnić mu jak najdłuższy komfort życia, chociażby przez podawanie środków przeciwbólowych to róbmy to. Bądźmy jednak rozsądni i bacznie obserwujmy kochane psisko czy kociastego, żeby nie przeoczyć cierpienia w jego oczach.

Chciałabym Wam poradzić co zrobić, żeby ten trudny moment był dla nas ludzi łatwiejszy.  Niestety nic mi nie przychodzi do głowy. Jednak w tej sytuacji najważniejszy jest zwierzak a jemu możemy pomóc spokojnie przejść przez Tęczowy Most.

Wiemy, że zwierzęta doskonale wyczuwają nasze nastroje stąd, jeśli już zapadła  decyzja o uśpieniu to musimy trzymać nerwy na wodzy. Nie lamentować, nie płakać nie krzyczeć. Naszym obowiązkiem jest  uspokoić i zapewnić komfort psychiczny naszemu podopiecznemu.

Najlepiej byłoby gdyby lekarz weterynarii podał zwierzęciu zastrzyk w domu. W miejscu w którym kot czy pies czuje się dobrze i bezpiecznie.

Usiądź przy nim, głaszcz i mów do niego w tym samym czasie w którym lekarz podaje zastrzyk. W ten sposób nasze kochane zwierzę odchodzi w spokoju czując się bezpiecznie u twojego boku.

Najgorsze co możemy zrobić to zabrać zwierzę do lecznicy i je tam po prostu zostawić. Strach i panika tego stworzenia jest niewyobrażalna.

Musicie wiedzieć, że gdy zostawiacie psa samego w takim momencie, on Was szuka. Patrzy na każdą twarz w gabinecie i szuka tego, który spędził z nim całe życie. On nie rozumie, dlaczego został sam i potrzebuje od Was poczucia komfortu. Nie bądź tchórzem, tylko dlatego, że wydaje Ci się, że nie dasz rady. Wyobraź sobie, co czuje on, gdy zostawiasz go w momencie, gdy jest całkowicie bezbronny i zdany na to, co zrobi weterynarz. Wtedy to ja muszę próbować uspokoić Twojego pupila i wytłumaczyć, dlaczego nie ma Cię teraz przy nim”

Stąd błagam Was  nie róbcie tego. Może takie rozwiązanie jest łatwiejsze dla człowieka bo fizycznie nie widzi umierającego stworzenia ale okrutne dla naszego psa/kota. O ile zwierzęta dla niektórych ludzi są tylko częścią  życia, tak my jesteśmy ich całym światem.

 

"Dokąd idą psy gdy odchodzą?
No bo jeśli nie idą do nieba
To przepraszam Cię Panie Boże
Mnie tam także iść nie potrzeba.

Ja proszę na inny przystanek
Tam gdzie merda stado ogonów
Zrezygnuje z anielskich chórów
tudzież innych nagród nieboskłonu.

W moim niebie będą miękkie sierści
Nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
Moje wszystkie pożegnane psy."

 

Pozwólcie, że wspomnę moje kochane stworzenia, które już są za Tęczowym Mostem

Azorek - Kundelek, który jeździł tramwajem, który porzucił miejskie życie i zdecydował osiąść się z nami na przedmieściach. Cudowny, mądry, opiekuńczy.

Kessi - Moja pierwsza wymarzona suczka zakupiona z pierwszokomunijnych pieniędzy. Wpatrzona we mnie jak w obrazek, nadzwyczajnie posłuszna i kochana o szczenięcym wyglądzie.

Pako - Dog the bordeaux . Piękny, mądry, zrównoważony chłopak, którego wraz z Łukaszem (mój mąż) wspólnie wychowywaliśmy. Nie pozwalał zbliżać się do siebie obcym dorosłym natomiast dzieci  mogły dotykać nawet jego język.

Luna i Funia  - dwie szalone dziewczyny, uciekające przez płot, żeby pogonić  za kołami aut , przynieść w zębach kurę sąsiada,  wpaść do głębokiego rowu przy pobliskiej budowie,  albo zaklinować się pomiędzy betonowymi płytami.  Z nimi życie nie było nudne.

Wspomnijcie w komentarzach Wasze ukochane zwierzęta, te które merdają ogonkami albo wylegują się w słońcu już za Tęczowym Mostem.  

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl